Biuro Parafialne
64-542 Bytyń ul. Kościelna 3a
czynne: poniedziałek, wtorek, czwartek - po mszach św.
tel.   +48 61 29 18 808

ks. FRANCISZEK ANTONI KOPEĆ ks. FRANCISZEK ANTONI KOPEĆ - proboszcz w latach 1932 - 1946

Urodził się 2. X. 1892 w Sarnowej z Antoniego i Franciszki z Jasiewiczów. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Sarnowej uczęszczał 4 lata do gimnazjum w Trzemesznie, a następnie w Poznaniu do gimnazjum p. w. św. Marii Magdaleny i tu otrzymał świadectwo dojrzałości 3. III. 1914. Studia w seminarium poznańskim przerwał Mu zaciąg do wojska, jednak po pewnym czasie uzyskał zwolnienie z powodu choroby. Kontynuował więc studia filozoficzno-teologiczne w Poznaniu i Gnieźnie do 23. II. 1918, kiedy to ks. bp Wilhelm Kloske wyświęcił diakona Kopecia na kapłana. Ks. Kopeć sprawował funkcje wikarego w Kościanie (od 14. III. 1918), w Katedrze (od 1. XI. 1918), znowu w Kościanie (od 5. VI. 1919) i w Ostrorogu (od 1. X. 1921). Krótko pracował jako kapelan wojskowy. Na placówkach samodzielnych był administratorem w Chojnie od 1. VIII. 1921 oraz proboszczem w Bytyniu od 15. XlI. 1932 i Lubaszu od 13.II.1947 do zgonu 14. I. 1963. Szambelanem domowym extra Urbem został 1.VI.1955 i tajnym szambelanem J. Św. Jana XXIII — 17. VIII. 1959.

O Ks. Kopeciu zachowały się w aktach 3 wymowne świadectwa. Ks. Muszyński z Kościana relacjonował Kurii w listopadzie 1918 r. „W stosunku do swego proboszcza okazywał szacunek i przywiązanie. Wobec parafian był pełen taktu i rezerwy... Objawił gorliwość w pilnym słuchaniu spowiedzi, w przygotowaniu się na kazania, w odwiedzaniu chorych, w załatwianiu spraw w biurze parafialnym. Z żalem żegnałem go. Taki sam żal pozostał w sercach moich parafian". Kapituła Metropolitalna natomiast donosiła Władzy Duchownej 24. VI. 1919, że Ks. Kopeć pracował sumiennie i zachowywał się beznagannie. Przy egzaminie proboszczowskim (wynik — aptus ad quodcumque beneficium),

14.IX. 1930 ks. dziekan Roman Panewicz z Chrzypska podkreślił u Ks. Kopecia:

przykładność postępowania, „dbałość o urządzenie i upiększenie kościoła niedawno zbudowanego, postaranie się o bardzo podniosłą konsekrację świątyni w 1928 r. przez Ks. Kardynała Prymasa", stałą gotowość do pomocy duszpasterskiej.

Chyba najpiękniejszą kartę życia śp. Ks. Prałata stanowi siedmioletni okres pracy w Chojnie nad Wartą, gdzie jeszcze dziś wierni wyrażają się z wdzięcznością i uznaniem o Zmarłym za wszystko, co dla parafii uczynił, zwłaszcza za budowę świątyni. Ks. Kopeć był trzecim proboszczem Chojna, od erekcji parafii 1919 r. Pierwszy proboszcz, ks. Kornel Metelski, zakupił dawną oberżę z salą i ogród na kaplicę i probostwo, ziemię na cmentarz grzebalny i prawie 7 ha roli na beneficjum proboszczowskie. Następca, ks. Teofil Poprawski, zbudował solidne budynki gospodarcze. Ks. Kopeć przyszedłszy do Chojna w pełni sił, potrafił szybko zjednać sobie ludzi dzięki pogodnemu usposobieniu i życzliwości wobec wszystkich. Od razu przystąpił też do budowy świątyni, mające dobre zaplecze w kapliczce, skromnej plebanii i solidnych budynkach gospodarczych oraz ziemi, stworzone przez poprzedników. Zaczął od zbierania funduszy i gromadzenia materiałów budowlanych. Parafia, choć była biedna i przeludniona, ofiarowała 23.000 zł w gotówce, robociznę, darmową zwózkę. Z pomocą pospieszyli Ks. Kardynał Dalbor, okoliczne parafie przez kwesty publiczne i Wydział Powiatowy, który darował aż 10 tysięcy zł, czyli l/s potrzebnej na budowę sumy. Zaciągnięto również" pożyczkę 10 tysięcy zł w Kasie Krajowej w Poznaniu, którą spłacono dopiero po wojnie. 7. X. 1928 odbyła się uroczysta konsekracja pięknego kościoła Chrystusa Króla, dokonana przez Ks. Kardynała Hlonda. Może on wygodnie pomieścić wszystkich parafian. Ks. Kopeć wyposażając świątynię potrafił zjednać sobie także parafian biezdrowskich i ich proboszcza ks. Nowaka. Wierni Biezdrowa dali hojne ofiary na 3 dzwony, a ich duszpasterz zakupił i podarował sygnaturkę. Niestety w czasie wojny Niemcy zabrali dzwony i wywieźli. Ks. Kopeć nie poprzestał jednak na budowie kościoła, lecz przeprowadził w Chojnie jeszcze szereg pomniejszych prac. Ogrodził częściowo cmentarz grzebalny i przebudował probostwo. Część kaplicy zamienił na salkę parafialną. Dążył do pogłębienia życia religijnego parafii. Troszczył się też o śpiew w kościele i rozwój chóru kościelnego. W roku 1953 ks. Kornel Metelski, pierwszy proboszcz w Chojnie, celebrował sumę odpustową, a ks. Kopeć głosił słowo Boże. Z pewnością Zmarły cieszył się wówczas bardzo, widząc zbudowaną przez siebie piękną świątynię wypełnioną po brzegi wiernymi.

W Bytyniu przeprowadził najkonieczniejszy remont wnętrza świątyni i wymalował ją wraz z ołtarzami. Dbał też o piękno szat liturgicznych, które jednak zrabowali Niemcy. Okupanci pozwolili Mu pracować 1940 r. Powrócił jesienią 1945 i pozostał do września 1946. Postarał się wówczas o naczynia liturgiczne i 2 dzwony w miejsce skradzionych przez Niemców.

Aresztowany w 1940 został osadzony w obozach koncentracyjnych Mauthausen, Gusen i Dachau, gdzie uczyniono z niego królika doświadczalnego i poddano zastrzykom flegmony. Tam też wypadł Zmarłemu srebrny jubileusz kapłaństwa, bolesny, ale blisko Chrystusa, bo na krzyżu cierpienia. Ostatnim etapem życia dla śp. Ks. Kopecia stała się parafia Lubasz, Sanktuarium Maryjne, do którego spieszą wierni nie tylko z okolicznych parafii, ale nawet z Gorzowa i Poznania. Wyrazem gorliwości i troskliwości duszpasterskiej Zmarłego stał się choćby ten fakt, że na odpuście Narodzenia N. M. Panny w 1961 r. do Komunii św. przystąpiło ponad 15 tysięcy ludzi. Ks. Prałat Kopeć zawsze radował się, gdy widział na odpuście zastępy kapłanów i wielkie rzesze wiernych.

W Lubaszu odnowił świątynię na zewnątrz, a wewnątrz przeprowadził konserwację olejnej lamperii. Odsłonił piękny fronton kościoła przez wycięcie drzew. Powiększył cmentarz grzebalny i plebanię, skanalizował ją, rozbudował, mieszkanie dla wikariusza.

Do ostatniej chwili życia pozostał wesoły i pogodny, chociaż po przebytych ciężkich zawałach serca wiedział, że umrze nagle. Mawiał do konfratrów: „Trzeba być na zawołanie Boże gotowym". Śmierć przyszła 14 stycznia 1963 r. O 7 rano odprawił jeszcze Mszę Św., którą ledwo dokończył opadłszy ze sił. Niedyspozycję odczuwał od północy. Cierpiąc bardzo, załatwiał jeszcze sprawy parafialne. O 9,30 upadł i stracił przytomność, której już nie odzyskał. Zmarł o 17,30 wskutek wylewu krwi do mózgu. Zwłoki spoczęły na cmentarzu w cieniu świątyni Lubaskiej Matki Bożej, odprowadzone przez ks. bpa Jedwabskiego w asyście około 90 kapłanów i tłumów wiernych.

Miły, towarzyski, koleżeński, Ks. Prałat Kopeć spieszył zawsze chętnie z pomocą duszpasterską, służył radą w sprawach budowlanych czy parafialnych. Chory, pełnił wszystkie obowiązki w rozległej lubaskiej parafii. Krzewił gorliwie nabożeństwo do N. M. Panny, organizował przed odpustem w Lubaszu rekolekcje i nocną adorację. Zapraszał wielu spowiedników, by wierni mieli sposobność odbycia sakramentu pokuty. Skromny w wymaganiach dla siebie, był Zmarły czułym na potrzeby bliźnich. Kiedy zmarła jego siostra w 1940 r., a szwagra spalili Niemcy w Radogoszczy w 1945 r., zajął się po powrocie do Polski wychowaniem 4 sierot pozostających bez środków do życia; chłopiec został kapłanem i pracuje dziś w ordynariacie gorzowskim. W ten sposób Ks. Prałat spełnił wotum wdzięczności za ocalenie z Dachau.

Życzliwy i szczery, z otwartymi ramionami witał odwiedzających. Miał dla wszystkich dużo serca. Gorliwie uczył religii do ostatniego tchnienia, nawet w odległych wioskach. Nauka religii w rozległej parafii była wielką troską Zmarłego. Chętnie głosił kazania, zwłaszcza maryjne, u siebie i w sąsiednich parafiach. Kochał Matkę Bożą — wyrazem tego była zorganizowana przez Niego pielgrzymka kapłanów Ziemi Nadnoteckiej do Matki Bożej Lubaskiej, zakończona złożeniem wotum. Nie szczędził trudów i funduszów na przystrojenie lubaskiej świątyni na Krasnej Górze, zwłaszcza w uroczystości Maryjne, które urządzał ze szczególną okazałością. Punktualny i akuratny, codziennie wieczorem omawiał z wikarymi zajęcia na dni następne w najmniejszych drobiazgach. Jeszcze w przeddzień zgonu chciał wyręczyć swego wikarego, zmęczonego kolędą, choć sam czuł się słabo. Pogoda ducha pozwoliła mu przetrwać kaźń obozu koncentracyjnego — pogodę tę zachował aż do śmierci.

Siostrzeniec śp. Ks. Prałata Kopecia tak relacjonuje: „Szczególne zobowiązanie wobec śp. Zmarłego posiadam ja — zostałem kapłanem. W tym dziele obok Chrystusa dużo zasług Księdza Prałata, bo powołanie kształtowało się pod Jego kierunkiem. Zawdzięczam mu dziś kapłaństwo".

Jezus, dla którego ofiarnie pracował i wiele cierpiał, niech będzie dla śp. Ks. Franciszka Kopecia wiekuistą nagrodą.

(Ks. dr Bogdan Sikorski)